niedziela, 13 marca 2016

Szarosc

Wszechobecnie obecna, nieprzenikniona.
Bezlitośnie z każdego kąta wylewająca.
Dopada nawet gdy na ręce rozszerzona,
Paleta kolorów, praktycznie wszechmogąca.

Dzień za dniem,
Życie za życiem,
Oddech za oddechem.

Coraz bardziej szarzejąca szarość.
Szarość szara,
Szarość asfaltowej łąki,
Szarość od łąki tej bardziej szara,
No i ta następna, następna, następna...

Ale na szczęście jesteś,
Jednym oddechem, spojrzeniem ją zagarniasz,
Z powrotem w jej szare ludzkie siedziby.
Ale czy zniesiesz wszystkie moje zwidy?
Będziesz kolorem napełniać mojego życie rozgardiasz?
Jesteś.

Bądź, proszę.