piątek, 3 kwietnia 2015

Porannemu do kawy papierosowi.

Pierwszy cięższy oddech delikatnie popycha,
W morfinowo-petydynowe morze nieobecności.
To z nim wizja wnuków dorosłości,
Powoli, nieodwracalnie zdycha.

I żarzy się śmierć między palcami,
Od końca do początku skracając dystans.
Pędzi miarowo ten końca dyliżans,
Napędzany nie zrobionymi z igły widłami.

Przecież niezbyt często palona igła,
Nie może pchać w niebytu ramiona.
A koniec sunie; okrutność losu podła.
Ta iglana wiara okazała się chybiona.

Kolejny fragment zmieniony w dym;
Znika w rozmyciu starość godna,
Jej obraz zostaje jedynie rozmyciem bladym.
Śmierć ciągle głodna.

Przyśpiesza w swym pędzie ku początkowi,
Dokonując dzieła głupiego samozniszczenia.
Spopiela wnuki, wypala z ich narodzin wzruszenia.
Już można przyglądać się pędzącemu końcowi.

Rozpędem wpada na śluby dzieci,
Miażdży je jednym oddechem.
I gnając dalej zamienia w śmieci,
To co ukochanej osoby uśmiechem.


czwartek, 2 kwietnia 2015

Ojczyzna?

Dorastając w miejscu gdzie narzuca się nam,
By wyrastać szybko z sennych, dziecięcych marzeń.
Mijając drogą setki dawno zamkniętych bram,
Dawniej otwartych dla innych bożych stworzeń.

Oglądając jak kawałek po kawałku grabione,
Jest to, co przez dziadków z lat dawnych tak zaciekle,
Bronione. Nie rozumie się z czego zostało zrobione,
Słowo ojczyzna. Dzisiaj gnojone przewlekle.

Chusteczka do gęby kolejnych złodziei,
Potrafiących zadbać jedynie o swoje interesy.
Ojczyzna- dla młodych synonimem stała się beznadziei,
Godnym jedynie pożałowania, bez granic- emigracyjne otwierają biznesy.