Leżąc, bezsennie patrząc na godzinę,
Ulatują mi z głowy fantasmagorie.
Rzucając się cieniem na rodzinę,
Przyszłość, życie i inne kategorie.
Fantasmagorie ciemne jak kawa,
Tak mocna, że lepi się do krawędzi kubka.
I prawdę mówiąc męczy mnie ich sprawa,
Bo ciągle próbują zrobić ze mnie dupka.
Uwielbiają zaczerniać rodzinne obrazy,
Podkreślając każdą moją nieobecność.
Przyszłości też nie pozostawiają bez zmazy,
Grożąc, że w Twoim życiu na nic będzie moja obecność.
Nie pozostawiają na nas żadnej jasnej plamki,
Podszeptując, że nie tacy już się poddali.
Zabraniają mi zaciągnąć na serce firanki,
Oddzielającej mnie od tego co pozostało w oddali.
Nienawidzę tych ciemnych, okropnych głupot,
Które w nocy uwielbiają rozlewać swój stukot.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz