1.
Marcin wracał właśnie
z pracy swoim starym, pordzewiałym vanem, rozmawiając przez telefon
ze swoją matką. Opowiadał jej o planach na dzisiejszy wieczór,
podczas gdy w lokalnej radiostacji przerwano popołudniową audycję
muzyczną na rzecz pilnego komunikatu. Z pobliskiego szpitala
psychiatrycznego, na skutek pożaru, zbiegła większość
przebywających tam pacjentów. Pewnie zwrócił by na to uwagę
gdyby nie to, że pochłonięty rozmową na chwilę wyciszył swoje
ledwo działające radio.
Informacja ta powinna go
interesować, gdyż właśnie w tym zakładzie przebywała Teresa-
jego była żona, od której matka uwolniła go zaledwie parę
tygodni temu.
Na wskutek pożaru
zarządzono ewakuację całego ośrodka, jednak podczas
przemieszczania podopiecznych pożyczonym z lokalnej szkoły
podstawowej gimbusem kierowca w nie wyjaśnionych dotąd
okolicznościach stracił kontrolę nad kierownicą i wpadł do rowu.
Jego samego podobnie jak i pasażerów jak na razie nie odnaleziono.
Jedyne odkryte przez przybyłych na miejsce śledczych ślady
wskazywały jedynie na to, że wszyscy udali się do przydrożnego
lasu gdzie dalszy trop został skutecznie zatarty.
2.
Odkąd pamiętał nigdy
nie musiał szczególnie dbać o swoje życie. Dobrze było mu w jego
rodzinnym domu, gdzie ciągle mieszkał mimo trzydziestu lat na
karku. Miał tam zapewnione posiłki, czysty pokój który, jak
sądził, sam się sprzątał, oraz opiekę jedynej w jego życiu
osoby- Matki. Zawsze był tylko on i ona. Dwoje kontra cały świat.
Ojciec odszedł dawno, gdy jeszcze swoje sprawy załatwiał w
pieluchy więc niewiele z tego pamięta. Jedyne czego był pewny to
silne wspomnienie błyskających pod domem niebieskich kogutów, oraz
zakrwawiona siekiera na starym dywanie w przedpokoju. Domyślał się,
że to tego dnia ostatni raz widział ojca, wywożonego w niebieskim
worku, oraz, że tamtego mglistego dnia pojawiła się ogromna blizna
na udzie jego matki. Jednak nigdy nie miał odwagi ani powodu aby o
to zapytać. Bo i dlaczego miało by go to interesować? Wszak była
to sprawa mamy, a w jej sprawy nie wolno wnikać bez wyraźnego
pozwolenia.
Pewnie taki stan rzeczy
utrzymywał by się aż, do śmierci którejś z części tego,
zdawało by się nie rozłącznego tandemu, jednak jedno nieszczęsne
wyjście do sklepu zmieniło wszystko.
Dokładnie pamiętał
ten dzień, była zima i to nie taka którą znał z bajek i
opowieści mamy, lecz dużo bardziej brutalna i rzeczywista. To
właśnie przez pogodę tego dnia musiał ruszyć się z domu zamiast
czekać na zakupy dowiezione pod drzwi przez kuriera który w tym
momencie stał gdzieś w zaspie na obrzeżach miasta. Jako, że nigdy
nie zrobił prawa jazdy do sklepu udać musiał się pieszo. Po
drodze, niedaleko małego sklepu osiedlowego, tuż przed prawie
kompletnie zasypanym skrzyżowaniem zobaczył ją. Miała w oczach
blask który nie pozwalał mu zdecydować inaczej. Przeczucie, że
musi podejść było zbyt silne by mógł się mu przeciwstawić.
Porównywalne było wręcz, chociaż nigdy tego otwarcie nie
przyznał, ze słowem jego matki.
Zbliżył się do niej
powoli patrząc na czubki jej butów, już miał się przedstawić,
gdy nagle ona się odezwała.
-Pójdźmy na kawę. O
tutaj sprzedają całkiem niezłą. Na pewno będzie Ci smakować.
-Dobrze, ale... Nie
zdążył dokończyć gdyż już zniknęła w drzwiach wskazanego
wcześniej sklepu.
Sklep nie wyróżniał
się niczym spośród tysiąca takich miejsc które mijamy
codziennie. Żywe malowanie, równo poukładane produkty, napoje w
lodówkach, prezerwatywy pod ladą, tak by można je kupić nie
chwaląc się zakupem przed wszystkimi klientami, no i ogromny
automat do kawy stojący obok kasy wyglądający na starszy niż
reszta wyposażenia.
-Całkiem dobrze mi się
z Tobą rozmawia ale muszę już iść. -Powiedział.
-Chcesz tak szybko
skończyć to spotkanie? Myślę, że jeżeli zostaniesz jeszcze
chwilę to nic się nie stanie. Obowiązki domowe mogą poczekać
prawda?
-Niestety w domu ktoś na
mnie czeka.
-Masz żonę? Wydawało
mi się, że nie widziałam obrączki na palcu.
-Nie, nie. W żadnym
wypadku. Po prostu muszę zanieść zakupy mamie.
-W takim razie może
zaczekać. Przecież nie dopiłeś jeszcze kawy. A tak przy okazji,
jestem Teresa, a Ty?
Potem rozmawiali jeszcze
dłuższą chwilę. Nigdy nie zapomniał karczemnej awantury jaką w
domu urządziła mu jego matka, gdy wrócił tego dnia do domu. Nie
mogła zrozumieć jak to się stało, że przez jakąś głupią
dziewuchę wrócił do domu po osiemnastej. Jednak nie mógł się z
tego wytłumaczyć gdyż sam tak naprawdę nie wiedział jak do tego
doszło.
3.
Zaledwie dwa miesiące
po pamiętnej kawie stał już przed ołtarzem z, jak mu się wtedy
zdawało, miłością swojego życia. Sytuacja ta bardzo bardzo
bolała jego matkę, która do ostatniej minuty starała się
wyjaśnić jak złym jest to pomysłem. Jednak za każdym razem słowo
Teresy było mocniejsze. Odkąd ją poznał każde jej słowo
rozbrzmiewało w jego umyśle ostro niczym lampa błyskowa w środku
nocy. Nie mógł jej się sprzeciwiać, zresztą nigdy nie chciał
tego robić, a sama myśl, że mógłby próbować zdawała mu się
równie niedorzeczna jak to, że podobno za wielką wodą istnieją
inne cywilizacje. Przecież dobrze wiedział, że tego typu
zachowania czy teorie nie mają żadnego oparcia w prawdziwym
świecie.
Jego związek z Teresą
każdego kolejnego dnia coraz mniej podobał się jego matce, którą
jego ukochana wyrzuciła z ich wspólnego domu w tym samym dniu w
którym ta próbowała się do niego wprowadzić. Matka jako jedyna
zauważała, że to co dzieje się między Marcinem a Teresą coraz
bardziej przypomina relację treser- zwierzę aniżeli mąż- żona.
Jednak nikt nie dawał jej wiary, aż do momentu, gdy Marcin po tym
jak niedokładnie wymył podłogi w domu został pobity tak
dotkliwie, że przez dwa tygodnie nie mógł o własnych siłach
wstawać z łóżka. Wtedy to na rozkaz Teresy zmienił zeznania na
policji, mówiąc, że spadł ze schodów. Schodów swojego
parterowego domku na przedmieściach. Jednak na jego uparte
twierdzenie, że dokładnie tak było policjant spisujący zeznania
rozłożył bezsilnie ręce i schował akta sprawy do biurka każąc
mu wrócić do domu i uważać, by znów nie zrobił sobie krzywdy.
Dwa tygodnie po tych
wydarzeniach Jego matka zauważyła jak Teresa będąc u niej w domu
odchodzi na bok i zaczyna z kimś rozmawiać. W pobliżu była tylko
ona i jej syn, a telefon Teresy leżał na stole przy którym
dyskutowali na temat sprzedaży będącego własnością Marcina domu
w którym aktualnie mieszkała jego matka. Zdecydowała się
zachowanie te nagrać, a następnie zgłosić chorobę psychiczną
synowej. Pierwsze zawiadomienie nie dało oczekiwanego efektu a
jedynie rozwścieczyło Teresę która dość szybko dowiedziała się
o całej sprawie. Na szczęście negocjacje w sprawie domu trwały
nadal, a podczas tych spotkań Teresa coraz częściej zaczynała
mówić do siebie samej, nieraz zapisując rzeczy niewidzialnym
długopisem. Zachowania te umożliwiły ostateczne udowodnienie jej
choroby oraz osadzenie w zakładzie psychiatrycznym.
4.
Marcin podjechał pod
drzwi domu w którym mieszkał z Teresą by zabrać resztę swoich
rzeczy i ostatecznie zamieszkać z powrotem ze swoją mamą. Już od
progu miał dziwne przeczucie, że coś jest nie tak, jednak
zignorował je wchodząc na strych po kartony ze swoimi starymi
zabawkami. Gdy znajdował się na strychu i zbierał ostatnie pudła
usłyszał nagle przeraźliwy krzyk dochodzący z głębi mieszkania.
Przerażone zszedł i chciał uciekać, gdy drogę zatarasowała mu
Ona.
-Dokąd tak biegniesz?
Spieszy Ci się gdzieś? -zapytała
-Jak się tutaj dostałaś?
Nie powinno Cię tu być! Mama mówiła, że zwariowałaś i nie
możemy dłużej żyć razem!
-Myliła się, dobrze o
tym wiesz. Ale teraz masz okazję się zemścić. Za to, że
zniszczyła nas i nasze życie.
-Jak? Nie zwariowałaś?
Nadal mnie kochasz?
-Nie zwariowałam. I
nadal chcę żyć z Tobą. Jednak Ona stoi nam na przeszkodzie.
Posłuchaj mnie uważnie bo nie będę się powtarzać. Leży
związana w kuchni. Za drzwiami stoi siekiera. Dokładnie ta która
była w Twoich wspomnieniach o których tyle opowiadałeś. Pójdziesz
tam i dokończysz to czego nie zrobił Twój ojciec, jasne?
-Nie zabiję jej! Wypuść
nas.
-Jasne?
-Nie!
-Chce abyśmy byli
szczęśliwi zrozum. Ona nam na to nie pozwoli!
Ostatnią sceną życia
Marcina była jego matka leżąca na podłodze w kałuży krwi,
związana przedłużaczem i martwa. Chwilę potem gdy chciał
powiedzieć żonie, że teraz mogą naprawdę być szczęśliwi
poczuł zimną stal przechodzącą przez jego gardło. Ostatnim
wychrypianym resztką sił słowem było ciche pytanie dlaczego.
Jednak nie dane było mu poznać odpowiedzi. W tym samym czasie jego
żona kończyła rozcinać własną rękę, by chwilę później
wykrwawić się na śmierć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz