poniedziałek, 1 września 2014

Nie jestem psychicznie chora


1.

Marcin wracał właśnie z pracy swoim starym, pordzewiałym vanem, rozmawiając przez telefon ze swoją matką. Opowiadał jej o planach na dzisiejszy wieczór, podczas gdy w lokalnej radiostacji przerwano popołudniową audycję muzyczną na rzecz pilnego komunikatu. Z pobliskiego szpitala psychiatrycznego, na skutek pożaru, zbiegła większość przebywających tam pacjentów. Pewnie zwrócił by na to uwagę gdyby nie to, że pochłonięty rozmową na chwilę wyciszył swoje ledwo działające radio.
Informacja ta powinna go interesować, gdyż właśnie w tym zakładzie przebywała Teresa- jego była żona, od której matka uwolniła go zaledwie parę tygodni temu.
Na wskutek pożaru zarządzono ewakuację całego ośrodka, jednak podczas przemieszczania podopiecznych pożyczonym z lokalnej szkoły podstawowej gimbusem kierowca w nie wyjaśnionych dotąd okolicznościach stracił kontrolę nad kierownicą i wpadł do rowu. Jego samego podobnie jak i pasażerów jak na razie nie odnaleziono. Jedyne odkryte przez przybyłych na miejsce śledczych ślady wskazywały jedynie na to, że wszyscy udali się do przydrożnego lasu gdzie dalszy trop został skutecznie zatarty.

2.

Odkąd pamiętał nigdy nie musiał szczególnie dbać o swoje życie. Dobrze było mu w jego rodzinnym domu, gdzie ciągle mieszkał mimo trzydziestu lat na karku. Miał tam zapewnione posiłki, czysty pokój który, jak sądził, sam się sprzątał, oraz opiekę jedynej w jego życiu osoby- Matki. Zawsze był tylko on i ona. Dwoje kontra cały świat. Ojciec odszedł dawno, gdy jeszcze swoje sprawy załatwiał w pieluchy więc niewiele z tego pamięta. Jedyne czego był pewny to silne wspomnienie błyskających pod domem niebieskich kogutów, oraz zakrwawiona siekiera na starym dywanie w przedpokoju. Domyślał się, że to tego dnia ostatni raz widział ojca, wywożonego w niebieskim worku, oraz, że tamtego mglistego dnia pojawiła się ogromna blizna na udzie jego matki. Jednak nigdy nie miał odwagi ani powodu aby o to zapytać. Bo i dlaczego miało by go to interesować? Wszak była to sprawa mamy, a w jej sprawy nie wolno wnikać bez wyraźnego pozwolenia.
Pewnie taki stan rzeczy utrzymywał by się aż, do śmierci którejś z części tego, zdawało by się nie rozłącznego tandemu, jednak jedno nieszczęsne wyjście do sklepu zmieniło wszystko.
Dokładnie pamiętał ten dzień, była zima i to nie taka którą znał z bajek i opowieści mamy, lecz dużo bardziej brutalna i rzeczywista. To właśnie przez pogodę tego dnia musiał ruszyć się z domu zamiast czekać na zakupy dowiezione pod drzwi przez kuriera który w tym momencie stał gdzieś w zaspie na obrzeżach miasta. Jako, że nigdy nie zrobił prawa jazdy do sklepu udać musiał się pieszo. Po drodze, niedaleko małego sklepu osiedlowego, tuż przed prawie kompletnie zasypanym skrzyżowaniem zobaczył ją. Miała w oczach blask który nie pozwalał mu zdecydować inaczej. Przeczucie, że musi podejść było zbyt silne by mógł się mu przeciwstawić. Porównywalne było wręcz, chociaż nigdy tego otwarcie nie przyznał, ze słowem jego matki.
Zbliżył się do niej powoli patrząc na czubki jej butów, już miał się przedstawić, gdy nagle ona się odezwała.
-Pójdźmy na kawę. O tutaj sprzedają całkiem niezłą. Na pewno będzie Ci smakować.
-Dobrze, ale... Nie zdążył dokończyć gdyż już zniknęła w drzwiach wskazanego wcześniej sklepu.
Sklep nie wyróżniał się niczym spośród tysiąca takich miejsc które mijamy codziennie. Żywe malowanie, równo poukładane produkty, napoje w lodówkach, prezerwatywy pod ladą, tak by można je kupić nie chwaląc się zakupem przed wszystkimi klientami, no i ogromny automat do kawy stojący obok kasy wyglądający na starszy niż reszta wyposażenia.
-Całkiem dobrze mi się z Tobą rozmawia ale muszę już iść. -Powiedział.
-Chcesz tak szybko skończyć to spotkanie? Myślę, że jeżeli zostaniesz jeszcze chwilę to nic się nie stanie. Obowiązki domowe mogą poczekać prawda?
-Niestety w domu ktoś na mnie czeka.
-Masz żonę? Wydawało mi się, że nie widziałam obrączki na palcu.
-Nie, nie. W żadnym wypadku. Po prostu muszę zanieść zakupy mamie.
-W takim razie może zaczekać. Przecież nie dopiłeś jeszcze kawy. A tak przy okazji, jestem Teresa, a Ty?
Potem rozmawiali jeszcze dłuższą chwilę. Nigdy nie zapomniał karczemnej awantury jaką w domu urządziła mu jego matka, gdy wrócił tego dnia do domu. Nie mogła zrozumieć jak to się stało, że przez jakąś głupią dziewuchę wrócił do domu po osiemnastej. Jednak nie mógł się z tego wytłumaczyć gdyż sam tak naprawdę nie wiedział jak do tego doszło.

3.

Zaledwie dwa miesiące po pamiętnej kawie stał już przed ołtarzem z, jak mu się wtedy zdawało, miłością swojego życia. Sytuacja ta bardzo bardzo bolała jego matkę, która do ostatniej minuty starała się wyjaśnić jak złym jest to pomysłem. Jednak za każdym razem słowo Teresy było mocniejsze. Odkąd ją poznał każde jej słowo rozbrzmiewało w jego umyśle ostro niczym lampa błyskowa w środku nocy. Nie mógł jej się sprzeciwiać, zresztą nigdy nie chciał tego robić, a sama myśl, że mógłby próbować zdawała mu się równie niedorzeczna jak to, że podobno za wielką wodą istnieją inne cywilizacje. Przecież dobrze wiedział, że tego typu zachowania czy teorie nie mają żadnego oparcia w prawdziwym świecie.
Jego związek z Teresą każdego kolejnego dnia coraz mniej podobał się jego matce, którą jego ukochana wyrzuciła z ich wspólnego domu w tym samym dniu w którym ta próbowała się do niego wprowadzić. Matka jako jedyna zauważała, że to co dzieje się między Marcinem a Teresą coraz bardziej przypomina relację treser- zwierzę aniżeli mąż- żona. Jednak nikt nie dawał jej wiary, aż do momentu, gdy Marcin po tym jak niedokładnie wymył podłogi w domu został pobity tak dotkliwie, że przez dwa tygodnie nie mógł o własnych siłach wstawać z łóżka. Wtedy to na rozkaz Teresy zmienił zeznania na policji, mówiąc, że spadł ze schodów. Schodów swojego parterowego domku na przedmieściach. Jednak na jego uparte twierdzenie, że dokładnie tak było policjant spisujący zeznania rozłożył bezsilnie ręce i schował akta sprawy do biurka każąc mu wrócić do domu i uważać, by znów nie zrobił sobie krzywdy.
Dwa tygodnie po tych wydarzeniach Jego matka zauważyła jak Teresa będąc u niej w domu odchodzi na bok i zaczyna z kimś rozmawiać. W pobliżu była tylko ona i jej syn, a telefon Teresy leżał na stole przy którym dyskutowali na temat sprzedaży będącego własnością Marcina domu w którym aktualnie mieszkała jego matka. Zdecydowała się zachowanie te nagrać, a następnie zgłosić chorobę psychiczną synowej. Pierwsze zawiadomienie nie dało oczekiwanego efektu a jedynie rozwścieczyło Teresę która dość szybko dowiedziała się o całej sprawie. Na szczęście negocjacje w sprawie domu trwały nadal, a podczas tych spotkań Teresa coraz częściej zaczynała mówić do siebie samej, nieraz zapisując rzeczy niewidzialnym długopisem. Zachowania te umożliwiły ostateczne udowodnienie jej choroby oraz osadzenie w zakładzie psychiatrycznym.

4.

Marcin podjechał pod drzwi domu w którym mieszkał z Teresą by zabrać resztę swoich rzeczy i ostatecznie zamieszkać z powrotem ze swoją mamą. Już od progu miał dziwne przeczucie, że coś jest nie tak, jednak zignorował je wchodząc na strych po kartony ze swoimi starymi zabawkami. Gdy znajdował się na strychu i zbierał ostatnie pudła usłyszał nagle przeraźliwy krzyk dochodzący z głębi mieszkania. Przerażone zszedł i chciał uciekać, gdy drogę zatarasowała mu Ona.
-Dokąd tak biegniesz? Spieszy Ci się gdzieś? -zapytała
-Jak się tutaj dostałaś? Nie powinno Cię tu być! Mama mówiła, że zwariowałaś i nie możemy dłużej żyć razem!
-Myliła się, dobrze o tym wiesz. Ale teraz masz okazję się zemścić. Za to, że zniszczyła nas i nasze życie.
-Jak? Nie zwariowałaś? Nadal mnie kochasz?
-Nie zwariowałam. I nadal chcę żyć z Tobą. Jednak Ona stoi nam na przeszkodzie. Posłuchaj mnie uważnie bo nie będę się powtarzać. Leży związana w kuchni. Za drzwiami stoi siekiera. Dokładnie ta która była w Twoich wspomnieniach o których tyle opowiadałeś. Pójdziesz tam i dokończysz to czego nie zrobił Twój ojciec, jasne?
-Nie zabiję jej! Wypuść nas.
-Jasne?
-Nie!
-Chce abyśmy byli szczęśliwi zrozum. Ona nam na to nie pozwoli!
Ostatnią sceną życia Marcina była jego matka leżąca na podłodze w kałuży krwi, związana przedłużaczem i martwa. Chwilę potem gdy chciał powiedzieć żonie, że teraz mogą naprawdę być szczęśliwi poczuł zimną stal przechodzącą przez jego gardło. Ostatnim wychrypianym resztką sił słowem było ciche pytanie dlaczego. Jednak nie dane było mu poznać odpowiedzi. W tym samym czasie jego żona kończyła rozcinać własną rękę, by chwilę później wykrwawić się na śmierć.

Brak komentarzy: