wtorek, 27 stycznia 2015

Ludzie

Podzielić ich w życiu mogę na jasne kategorie,
Określane przez banalne zdawałoby się słowa.
Ktoś pewnie powie, że to moje fantasmagorie,
Lecz wtedy ja zacznę objaśniać mu od nowa:

Ludzie pierwszej kategorii,
Ci w życiu moim są zawsze ważni.
W odniesieniu do nich dzień dobry dźwięczy, do widzenia drażni.

Ludzie kategoria druga,
Zwykli przeciętni, obdarzeni przeciętnością słowa.
Wobec nich jedynie obojętnym dzień dobry zajęta moja głowa.

Kategoria trzecia ludzi,
Czyli tacy którym z czystą przyjemnością,
krzyczę żegnaj, a słowo witam- staje mi gardle upartą ością.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Podroz przez odcienie nicosci

Jadąc w szare miasto,
Szarym tramwajem.
Przez okno oglądam to fiasko
Życia, które nie chce pachnieć majem. 

Z szarych, ponurych bilbordów,
Pozornie kolorowi ludzie sprzedają,
Obłudne kredki fałszywego koloru-
Szarym ludziom takie wystarczają. 

Biedni zszarzali ludzie miasta,
Zapomnieli nieraz o prawdziwych
Kolorach, których nie da żadna pasta. 

Jednak mają ich za zbyt naiwnych,
Ci którzy myślą, że ludzie szarzy,
Nie mają siły z tego letargu się przebudzić!

sobota, 17 stycznia 2015

Tak zwani uczniowie

Zwykli nazywać się uczniami swego Pana,
Ci którzy wcale nie chcą jego nauk pojąć.
Głoszą jak wielka od Boga łaska im dana,
Pozwala ciągle pierwsze miejsce świata zająć.

Wielcy korektorzy ludzkości ciągle mogą,
Innym błędy, wady i problemy wytykać.
Właśnie im pozwolono ciągle się wywyższać,
Przecież podążają jedyną życia drogą.

Drobnym szczegółem jest, że droga ta omija,
Dość ważną dla życia dobrych uczniów wskazówkę;
O dostrzeganiu drzazgi, gdy belka oko wybija.

środa, 7 stycznia 2015

Kochana

Tak bardzo chciałbym przeżyć,
Z Tobą życia swojego resztę.
Ale czasem tak ciężko mi uwierzyć,
Że miłości naszej nie bezczeszczę.

Bo jak przyjąć mogę dar,
Którego nie pojmuję nawet w części?
Trudno uwierzyć w ofiarowany miłości sztandar,
Gdy czuję ogrom własnej bezbarwności.

Ale pragnę wierzyć w wieczność tego szczęścia,
Które pozwala widzieć nie moją i Twoją, lecz naszą przyszłość.
I wierzę, że nie posunie się ono do podłego czmychnięcia,
Zostawiając po sobie jedynie dawnej ryby ość.

Potrafię zobaczyć nie do śmierci,
Ale na wieki.
Potrafię usłyszeć nie głos,
Ale sens życia.
Potrafię poczuć nie dotyk,
Lecz przyjemność największą.

Tak więc pozwól mi czasem wątpić odrobinę,
Gdy razem przez życie idziemy.
Bo właśnie wchodząc na taką pozorną minę,
Doceniam wartość tego, co ciągle w sobie znajdujemy.


niedziela, 4 stycznia 2015

Nie dla swiata

Będę głośno tupał i krzyczał!
  Zachowasz się jak mała dziewczynka.
Nie ważne, w razie potrzeby będę beczał!
  I tak każdy uzna Cię za dawnych idei synka.

Manifest ogłoszę, dłużej wytrzymać już nie mogę,
Jak można patrzeć na świat nazwany globalną wioską,
W której obca twarz z ekranu wyznacza myślom drogę?
Mam dość zgniłego świata w którym większą troską,
Stała zdolność kredytowa dzieci, niż życie rodziców.

Nie chcę świata eutanazji i aborcji.
Tego w którym człowiek to jednostka.
A nieopłacalnych jednostek śmierć- drobnostka.

Boję się myśleć o przyszłości,
Widząc młodego pokolenia defraudację,
Przeprowadzoną w imię myśli pełnej wolności.

Krzyczę basta dla wzorów propagujących,
Mężczyznę bez jakichkolwiek wartości moralnych,
A kobietę w ubikacji- źródło przyjemności oralnych.

Więc wnoszę o masowe świata przebudzenie,
I tej cholernie oświeconej ciemności odrzucenie.
Nie dajmy się obłudnym słowom łatwych idei
Nie pozbawiajmy drugiego wartości, bo tak nam łatwiej życie się klei.

piątek, 2 stycznia 2015

Moj strach

Pojawia się niepozornie z tyłu,
Głowy. Zdaje się być nieszkodliwy.
Nie ma nawet określonego tytułu,
A żywot jego nie jest zbyt ruchliwy.

Wygląda jakby był martwy,
Ale tylko takim chce mi się jawić.
Tak naprawdę napęd jego zdarty,
Ale on nie skończył się mną bawić.

Ostatkiem sił zza kulis szepcze,
Niczym niezwykle wprawiony sufler.
Nieszczęśliwa będzie z tobą jeszcze!

Podsuwa dyskretnie obraz bolesny,
Na którym krzywdzę Cię, nie szczęście daję.
Do końca zabić go nie mogę- byt jego bezcielesny.