Podchodzę do wiśni,
Podchodzi, podchodzi!
Zrywam brzoskwinię,
Zrywa, zrywa!
Gdzieś w oddali przemyka bliźni,
Przemyka, oj przemyka!
O to co się stanie jego nie winię...
Kłamie, oj kłamie!
I zjadając te jabłka,
Leje wódkę!
Dostrzegam coś więcej...
Pije ten sok!
Tego nie nauczy matka,
Trawi to wino!
Więc patrzę czym prędzej!
Uderzyła w żyły wypita woda!
Malujący się obraz,
Puste płótno!
Piękno jakieś musi wyłonić!
Nie ma płótna!
A bliźni zaraz,
Chował urazę!
Życia będzie chciał mi zabronić...
Sam stoi!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz