poniedziałek, 22 grudnia 2014

Dla rodziców


Słowa nie wypowiedziane wiele razy,
Pozostają na długo w serca domysłach.
Jednak bardzo często cisnąć się im marzy,
Na usta, by dziękować we wszystkich zmysłach.

Bardzo trudno im wyrazić dźwiękiem samym:
Wdzięczność za te wszystkie noce nieprzespane,
Żal za ostre słowo gdy rano zaspanym,
Marudności moce niepohamowane.

Najtrudniej jednak podziękować im będzie,
Za to bezwarunkowe życia oddanie,
Za każde nad ranem gotowe śniadanie,
Za to, że Kochacie w każdym życia względzie.

Naiwni

Zasłonili niebo gęstym dymem,
By nie widzieć ogromu,
Gwiazd tuż nad ich domem.
Przyglądają się maleńkości wodoru.

Dla pewności rozświetlili niebo,
Niwecząc blask wszechświata.
Zbadali dogłębnie najstarsze nawet drzewo,
Na każde zwierzę ukręcili bata.

Jednak gwiazdy nadal istnieją,
Za tą powłoką ochronną ludzkości.
Podstępnie swą wielkością knują,
Jak pokazać małość naszych ziemskich kości.

niedziela, 21 grudnia 2014

Taniec faryzeuszy

Wszyscy czekają na to wydarzenie,
Ogromny bal komercyjnego świata.
W imię narodzin Boga zamieszanie,
Wywołane przez tych którzy ukręcili mu bata.

W wielkich halach marketów świecą,
Bogato zdobione choinki i sanie.
Na ulice przystrojonych miast wychodzą,
Klauny- na każdym z reklamy dobrze znane przebranie.

Pięknie świętują narodzenie Pana,
Z którego dzień tak bardzo wesoły.
Nawet dilerzy co szóstego grama,
Dają gratis ludziom pracującym jak woły.

Wszyscy hucznie śpiewają, piękna mowy składnia,
O pomocy bliźniemu tej szczególnej nocy.
A Bóg ich umiera z wyziębienia,
Na ulicy prosząc o kawałek chleba, albo chociaż kocyk.

Ars poetica

Nikt już nie czyta wierszy,
To takie niemodne i nudne.
Nikt nie wierzy, że serce to ruszy,
Ono takie samotne i brudne.

Nikt też poezji nie pisze,
Bo i nie ma dla kogo.
Jednak ja, jak fotograf kliszę,
Duszę moją wywołuję w tej sztuce niedrogo.

Tak więc mimo ,,nie" wszechogarniającego,
Będę wywoływał kolejne obrazy.
Świata dookoła mnie płynącego,
Emocjami naświetlonego wiele już razy.

Pokażę Ci jak świat z drugiej strony oka wygląda,
Zwiedzimy miejsca w które nikt już nie zagląda.
A wszystko w imię pasji lirycznej,
Spróbuj, zobacz- choć trzymać się z daleka, nieraz było by bezpieczniej.

sobota, 20 grudnia 2014

Plomyk

Życie jest ciemnością,
Nie jest to tajemnicą.
I człowiek musi z ufnością,
Stawiać kolejne kroki w nicość.

Jednak w moim życiu,
Zaszła pewna zmiana.
Nie muszę myśleć o swoim dalszym byciu,
Jak o zagadce- gdzie każda część przegrana.

Znalazłem pewien istotny płomyk,
Rozświetlający tą piękną drogę.
Dzięki Tobie wiem, że mogę,
Marzyć o domku, przy którym płynie strumyk.

czwartek, 18 grudnia 2014

Slowa to za malo

Chciałbym powiedzieć co znaczy,
Ale słowa są zbyt małe.
Próbowało wielu większych niż ja graczy,
Powiedzieć Miłość- powstawały księgi i wiersze białe.

Jedno słowo- zbyt wiele znaczeń,
Bo Miłość jest wtedy, kiedy się czeka,
Nie oczekując wzruszeń.
Ona jest jak rzeka,
Czyli strumyk w sercu człowieka.

Powstało już definicji wiele,
Pięknych i tych niekoniecznie.
Pewnie parę użytych w nich słów powielę,
Lecz nie oddam tego życia paradoksu- kiedy martwiąc się, czuję się bezpiecznie...

środa, 17 grudnia 2014

Oburzeni

Odzywają się głośno i wyraźnie,
Stając w obronie jedynej prawdy.
Z ust ich tona obelg bryźnie,
W kierunku biednej panny.

,,Nie wypada przed ślubem,
Przecież to zabronione!
To skończy się seksklubem!
Życie Twoje musi być gnębione!"

Zapomnieli jedynie, że wierzą w tego,
Który większym grzesznicom odpuszczał.
Nie do puszczają myśli o nauce dobrego,
Który ludzi najgorszych do siebie dopuszczał.

Łatwiej im krzyczeć o niegodziwości,
Której dopuszczają się inni!
Gdy sami sfrustrowani ogromem swojej słabości,
Mogą pokazać tych, którzy bardziej od nich winni.

wtorek, 16 grudnia 2014

Pytajniki przeganiajac

Przyszłość została zaatakowana,
Przez niewdzięczne i podłe,
Pytajniki. Podle zainfekowana,
W jej krwiobiegu życie miały miodne.

Na szczęście biednej krwi i moje,
Znalazło się na nie lekarstwo!
Proste, niezwykłe- Twoje jestestwo,
Dzięki któremu tej życiowej anemii już się nie boję!

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Morela z drzewa wisni

Podchodzę do wiśni,
Podchodzi, podchodzi!
Zrywam brzoskwinię,
Zrywa, zrywa!
Gdzieś w oddali przemyka bliźni,
Przemyka, oj przemyka!
O to co się stanie jego nie winię...
Kłamie, oj kłamie!

I zjadając te jabłka,
Leje wódkę!
Dostrzegam coś więcej...
Pije ten sok!
Tego nie nauczy matka,
Trawi to wino!
Więc patrzę czym prędzej!
Uderzyła w żyły wypita woda!

Malujący się obraz,
Puste płótno!
Piękno jakieś musi wyłonić!
Nie ma płótna!
A bliźni zaraz,
Chował urazę!
Życia będzie chciał mi zabronić...
Sam stoi!

sobota, 6 grudnia 2014

Konwenanse

Trzymanie za rękę nie przystoi,
To dobre dla gimnazjalistów.
Całować publicznie każdy się boi,
Ci co to robią- okrzyknięci bandą nudystów.

Schowaj swoje uczucia,
Nie przystoją do współczesnego świata.
Wypierzmy z nich wspólną przestrzeń!
Młodzi muszą zaprzestać marzeń,
O miłości wiecznej- ma zostać alfonsowata,
Tania, szybka, chwilowa- jedyną oznaką ciche jęknięcia.

Nie pozwólmy kochać wiecznie,
To dla systemu zbyt niebezpieczne,
Kochając będą chcieli o to walczyć!
Trzeba wzorów im dostarczyć!
Seriale- wypierające rodziny modele anarchiczne,
W których żyje się statecznie.

Krzyczę NIE dla tego porządku!
W miłości- głosem serca, nie rozsądku!

piątek, 5 grudnia 2014

Martwy wiersz

Jeżeli umieram- nie gniewaj się na mnie,
Po prostu zrozum tą dziwną sytuację.
Odejściem gasisz życia mego narrację,
Chociaż wrócisz- uczucie zawsze lepiej wie...

Pragnę Twojego oddechu,
Nasłuchuję głosu barwy.
Wszystko na nic!
Obecność zniknęła z dźwiękiem wydechu,
Zostawiając w umyśle samotności larwy.

Więc jeżeli umarłem- nie krzycz proszę,
Zmartwychwstanę z Tobą- coś więcej w nas wniosę.

środa, 26 listopada 2014

Uciec

Schowany w Twoim wzroku,
Szczęśliwy i bezpieczny.
Oddech mój bezpowietrzny,
Nie rusza myśli toku.

Leżąc obok spokojny.
Nie mącę myśli swoich,
Pastelowych i takich,
Pragnących z światem wojny.

Widokiem niepozornym,
Gaszę ogień codzienny,
Będącym złem omylnym.

Zostanę Tobie wierny,
Tylko o jedno proszę.
Daj pić szczęście bliskości- o nic więcej nie wnoszę.

wtorek, 25 listopada 2014

Slepa widokowka

Patrząc w przód,
Widząc ciemność,
Ogromny brud,
Przepełniła mnie złość.

Patrząc w przód,
Nie mogąc ujrzeć łatwego,
Życia rodzinnego.
Szukając dróg,
By uniknąć losu podłego,
Emigracji z kraju- gdzie? Sam tylko wie Bóg.

Chcąc zostać.
Szukając godnego rozwiązania,
Które już, już prawie ma swą postać!
I... Ucieka... Spłoszone... Zdławione...

Patrząc w przód,
Wysyłam ślepą widokówkę,
Z pięknej okolicy naszego wspólnego domu.
Ślepą? Tak, bo przez wielki trud,
Pakuję w drogę z Tobą życia aktówkę,
Nie widząc tła zdjęcia naszego domu.

niedziela, 23 listopada 2014

Czysty brud

 http://blogroku.pl/2014/kategorie/czysty-brud,aaz,tekst.html

Politycy,
Kłamiąc w żywe oczy,
Gęby wycierają konstytucją.
Biała ich rękawiczka w krwi się nie umoczy,
Obłożyli prostych ludzi swoją kontrybucją.
    W sejmach, sejmikach, urzędach i sądach pozostawiają jedynie czysty brud.

Policjanci,
Łamiąc moralne reguły,
Głośno krzyczą: PROCEDURY!
Głos ich nie próbuje nawet być ponury,
Gdy niewinnego wsadzają za mury.
    Na komendach, patrolach, ulicach i w więzieniach pozostawiają jedynie czysty brud.

Lekarze,
Nie pomagając choremu,
Przepraszają za chory system- nie ich wina.
Pomagając hojnemu,
Nie myślą, że na ulicy umiera niewinna. lecz biedna dziecina.
    W szpitalach, gabinetach, przychodniach pozostawiają jedynie czysty brud.

Dziennikarze,
Wyciągając najgłębsze brudy,
Głośno krzyczą o wolności słowa!
W ich pismach nie znajdziesz cienia nudy,
Krzywda ludzka- sensacji siła napędowa.
    W dziennikach, tygodnikach, reportażach i programach pozostawiają jedynie czysty brud.

Celebryci,
Świecąc moralności brakiem,
Nie czują wyrzutów sumienia.
Przecież nie są człowieka wrakiem,
A życie dzięki temu płynie w złota strumieniach.
    Na portalach, koncertach, w gazetach i wystąpieniach pozostawiają jedynie czysty brud.

Mężczyźni,
Młodzi tłumaczą swym wiekiem,
Wybryki na lokalnej dyskotece.
Starsi wyjaśniając wieku średniego kryzysem,
Kupują kochance tabletki w aptece.
    Na balach, zabawach, w burdelach, kasynach i przy drogach pozostawiają jedynie czysty brud.

Kobiety,
Awantury i wahania tłumacząc hormonami,
Nie chcą widzieć własnych błędów.
Nieraz obłudnie otoczone czystymi myślami.
Upijają się, po czym zwiedzają rów.
    Na dyskotekach i w domach, w dni gorsze i lepsze pozostawiają jedynie czysty brud.

Księża,
Pedofilię i lenistwo tłumacząc,
zwykłymi ludzkimi przywarami.
Mijając się z powołaniami,
Kochanki na plebani tłamsząc.
    W katedrach, kościołach, szkołach i mediach pozostawiają jedynie czysty brud.

Poeci,
Pisząc patetycznie i niezrozumiale ,
Mówią o z piękna poezji wynikającej konieczności.
Chociaż sami nieraz nie rozumieją wcale,
Nie ukazują oznak tej dziwnej słabości.
    W książkach, tomikach i tomach. W słowie, pieśni i zabawie pozostawiają jedynie czysty brud.

Więc może przestańmy czyścić,
Nasze wspólne brudy.
Bo tylko gdy brud brudnym pozostawimy,
Zdołamy nasz zapyziały świat umyć.

niedziela, 16 listopada 2014

Narzekajac

Wszystko źle zorganizowane,
Potrafiłbym zrobić to lepiej.
Te Panie są źle ubrane!
Powinny ubrać się cieplej.

Na każdym kroku niedoskonałości,
Fuszerka popada powoli,
W stadium skrajności.
Życie w kraju niedoli!

Nie mogą dłużej słuchać,
powszechnego na wszystko narzekania.
Trzeba wstać!

Pytając o plany rzeczywistości,
sprawnego zreperowania.
Uciąć rozmowę- nie dostając mdłości.

Falujacy

Życie,
Otrzymało sens!
Moje życie!
Sens!
Znalazło!
Przy Tobie,
jedyna,
moja.
Dzięki  Tobie,
Przestało być,
Niekończącą
się  falą bólu,
taniej nadziei,
bezsensu. Tak,
Dałaś mu sens.
Stabilne dobro,
Nadzieję    na,
Piękny koniec.

wtorek, 11 listopada 2014

Malujac bezmiar wszechrzeczy

Malując powoli i dokładnie,
Tworzę bezmiar nowy,
Odtwarzając starannie,
To- czego nie pokażą najszersze osnowy.

Kreska za kreską, wyłaniając z cienia,
Coś co jest- chociaż tego nie ma.
Każdym dźwiękiem drobnego podniecenia,
Maluje się pałacu życia brama.

Obecność nieobecna,
Miłość niezrozumiała- doskonała.
Bliskość do duszy naszej cna,
Zabrana nam- chcemy by powracała.

Nie namaluję nieistniejącego niebytu,
Nie pokażę braku bolącego.
Kreślę przestrzeń będącą miejscem zbytu,
Uczucia życia ból kojącego.

środa, 29 października 2014

Otwierajac zamkniety list do B

Ty jesteś Panem i królem,
O najwyższy!
Najwspanialszy!
Najdostojniejszy,
Najpiękniejszy i pełen miłości,
Przestajesz być otoczony murem,
zbudowanym z mojej niepewności.
Dom twój przestał być dla mnie biurem.
Ty jesteś Panem i królem!

Chcę więcej!
Miłości!
Dobroci!
Twej mądrości!
Chcę więcej!

Upadam- ciężar mądrości,
Wznoszę mur- przegrałem grę w kości.
Upadam- tracę poczucie bliskości,
Wznoszę mur- nie wierzę Twojej miłości...

Ty który zabierasz oddanym Ci rodzicom oddane Ci dzieci, Ty który oddanych Ci ludzi w imię Twoje pozwalasz mordować, Ty który nie potrafisz prosto do prostych nas mówić, Ty który zawsze plan odmienny od naszego rysujesz, Ty który nie pozwalasz nam żyć naszym szczęściem, Ty który moje szczęście złem śmiesz nazywać, Ty który nie potrafisz w domu swoim wyeliminować niedoskonałości, Ty który pozwalasz na zło wobec tych którzy Tobie zaufali, Ty który nie pozwalasz mi zrozumieć Twojego działania, Ty który nie chcesz mnie w domu swoim, Ty który... Ty który... Ty który... Ty który... Ty który...
Ty który... BÓG Ty który...
Ty który... Ty który... Ty który...
Ty który za murem doskonałości i uwielbienia się chowasz...

Przyjmij mnie do siebie,
Pozwól wrócić do szczęścia.
Daj żyć jak w niebie,
Nie patrząc na znajomości naszej przejścia.

(Zabierz z oczu ciągłą wątpliwość)

Nie chcę już mądrości większej,
Która pozwala widzieć więcej.
Chcę pychy trochę mniejszej,
Życia z nią, zgodnego z Tobą.

wtorek, 28 października 2014

Za porankiem

Dawno nie bo w moim życiu poranka:
Delikatnego jak zapach pocałunku,
Powolnego jak dzieląca nas sekunda,
Wyjątkowego jak, jak...
       Porządek na biurku?
       Nie, nie! Jak Kurczak w mundurku!
       Kurczak w mundurku?
       Dokładnie- w mundurku!
Naszego jak życia plany.

Czekam takiego z niecierpliwością,
By, zbudzić się z prostą życia radością.

czwartek, 9 października 2014

Wykluczeni

Poza nawiasem społeczeństwa,
Analogowi- tak niemodni.
Nie otrzymali niebieskiego błogosławieństwa
Wstępu w krainę parodii.

Nie zaznali miejsca w którym:
Uśmiech kropkami i nawiasem,
Łza- przecinkiem ponurym,
A życie znaków lasem.

Uniknęli tej życia groteski,
Zostając w prawdziwych emocji
Świecie. Nie zmieniając życia w kreski
Tworzące świat samych ilustracji.

Żywi,podobno martwi, pośród martwych, podobno żywych...

wtorek, 23 września 2014

Oslepiajaco ciemno

Wychodzę na ulicę oślepiająco,
czarną. Oczy swe zamykam przed jej blaskiem,
ponurym. Z ludźmi bardzo wymijająco,
nie bytuję. Mrok wznosi się w górę z każdym rankiem.

Myślą i sercem szukam wciąż zaciemnienia,
oczu. Duszy otwarcia tak bardzo pragnę,
zamkniętego. W ręce Twojej wciąż znajduję,
dźwięczne. Melodie życia- pełne do grania.

wtorek, 2 września 2014

Dzien

Poranek...

Poranki bywają zazwyczaj bardzo trudne,
Ciągną się nieskończenie nudne i samotne.
Mieszkasz tam gdzie rankiem nie jadą busy brudne
Ale tam biegną poranne myśli ulotne.

Nieczule żegnam się z porankiem,
Wrócę do niego jeszcze kiedyś z garnkiem,
Stojąc w naszej kuchni z ciepłym dla Ciebie śniadankiem...

Południe...

Południe to często czas mojego czekania,
Na chwilę w ciągu dnia tak bardzo upragnioną.
Mojego z Tobą wyczekanego spotkania,
Zbyt rzadkiego- nie jesteś jeszcze moją żoną .

Przez południa bardzo szybko skaczę,
Nie mogąc się doczekać kiedy Cię zobaczę,
Na południa niestety przez pryzmat wieczności patrzę...

Popołudnie...

Popołudnia- są to najpiękniejsze spotkania,
Kiedy to po całym dniu bardzo niecierpliwym,
Doświadczam wielkiej magii koło Ciebie stania.
Wkońcu mogę nazwać siebie: żywym, szczęsliwym!

Nie chcę żegnać się z tym czasem,
Przynoszącym deszcz nad bardzo suchym lasem,
Dającym sens całego mojego istnienia.
Po Popołudniu nic sensownego już nie ma!

poniedziałek, 1 września 2014

Nie jestem psychicznie chora


1.

Marcin wracał właśnie z pracy swoim starym, pordzewiałym vanem, rozmawiając przez telefon ze swoją matką. Opowiadał jej o planach na dzisiejszy wieczór, podczas gdy w lokalnej radiostacji przerwano popołudniową audycję muzyczną na rzecz pilnego komunikatu. Z pobliskiego szpitala psychiatrycznego, na skutek pożaru, zbiegła większość przebywających tam pacjentów. Pewnie zwrócił by na to uwagę gdyby nie to, że pochłonięty rozmową na chwilę wyciszył swoje ledwo działające radio.
Informacja ta powinna go interesować, gdyż właśnie w tym zakładzie przebywała Teresa- jego była żona, od której matka uwolniła go zaledwie parę tygodni temu.
Na wskutek pożaru zarządzono ewakuację całego ośrodka, jednak podczas przemieszczania podopiecznych pożyczonym z lokalnej szkoły podstawowej gimbusem kierowca w nie wyjaśnionych dotąd okolicznościach stracił kontrolę nad kierownicą i wpadł do rowu. Jego samego podobnie jak i pasażerów jak na razie nie odnaleziono. Jedyne odkryte przez przybyłych na miejsce śledczych ślady wskazywały jedynie na to, że wszyscy udali się do przydrożnego lasu gdzie dalszy trop został skutecznie zatarty.

2.

Odkąd pamiętał nigdy nie musiał szczególnie dbać o swoje życie. Dobrze było mu w jego rodzinnym domu, gdzie ciągle mieszkał mimo trzydziestu lat na karku. Miał tam zapewnione posiłki, czysty pokój który, jak sądził, sam się sprzątał, oraz opiekę jedynej w jego życiu osoby- Matki. Zawsze był tylko on i ona. Dwoje kontra cały świat. Ojciec odszedł dawno, gdy jeszcze swoje sprawy załatwiał w pieluchy więc niewiele z tego pamięta. Jedyne czego był pewny to silne wspomnienie błyskających pod domem niebieskich kogutów, oraz zakrwawiona siekiera na starym dywanie w przedpokoju. Domyślał się, że to tego dnia ostatni raz widział ojca, wywożonego w niebieskim worku, oraz, że tamtego mglistego dnia pojawiła się ogromna blizna na udzie jego matki. Jednak nigdy nie miał odwagi ani powodu aby o to zapytać. Bo i dlaczego miało by go to interesować? Wszak była to sprawa mamy, a w jej sprawy nie wolno wnikać bez wyraźnego pozwolenia.
Pewnie taki stan rzeczy utrzymywał by się aż, do śmierci którejś z części tego, zdawało by się nie rozłącznego tandemu, jednak jedno nieszczęsne wyjście do sklepu zmieniło wszystko.
Dokładnie pamiętał ten dzień, była zima i to nie taka którą znał z bajek i opowieści mamy, lecz dużo bardziej brutalna i rzeczywista. To właśnie przez pogodę tego dnia musiał ruszyć się z domu zamiast czekać na zakupy dowiezione pod drzwi przez kuriera który w tym momencie stał gdzieś w zaspie na obrzeżach miasta. Jako, że nigdy nie zrobił prawa jazdy do sklepu udać musiał się pieszo. Po drodze, niedaleko małego sklepu osiedlowego, tuż przed prawie kompletnie zasypanym skrzyżowaniem zobaczył ją. Miała w oczach blask który nie pozwalał mu zdecydować inaczej. Przeczucie, że musi podejść było zbyt silne by mógł się mu przeciwstawić. Porównywalne było wręcz, chociaż nigdy tego otwarcie nie przyznał, ze słowem jego matki.
Zbliżył się do niej powoli patrząc na czubki jej butów, już miał się przedstawić, gdy nagle ona się odezwała.
-Pójdźmy na kawę. O tutaj sprzedają całkiem niezłą. Na pewno będzie Ci smakować.
-Dobrze, ale... Nie zdążył dokończyć gdyż już zniknęła w drzwiach wskazanego wcześniej sklepu.
Sklep nie wyróżniał się niczym spośród tysiąca takich miejsc które mijamy codziennie. Żywe malowanie, równo poukładane produkty, napoje w lodówkach, prezerwatywy pod ladą, tak by można je kupić nie chwaląc się zakupem przed wszystkimi klientami, no i ogromny automat do kawy stojący obok kasy wyglądający na starszy niż reszta wyposażenia.
-Całkiem dobrze mi się z Tobą rozmawia ale muszę już iść. -Powiedział.
-Chcesz tak szybko skończyć to spotkanie? Myślę, że jeżeli zostaniesz jeszcze chwilę to nic się nie stanie. Obowiązki domowe mogą poczekać prawda?
-Niestety w domu ktoś na mnie czeka.
-Masz żonę? Wydawało mi się, że nie widziałam obrączki na palcu.
-Nie, nie. W żadnym wypadku. Po prostu muszę zanieść zakupy mamie.
-W takim razie może zaczekać. Przecież nie dopiłeś jeszcze kawy. A tak przy okazji, jestem Teresa, a Ty?
Potem rozmawiali jeszcze dłuższą chwilę. Nigdy nie zapomniał karczemnej awantury jaką w domu urządziła mu jego matka, gdy wrócił tego dnia do domu. Nie mogła zrozumieć jak to się stało, że przez jakąś głupią dziewuchę wrócił do domu po osiemnastej. Jednak nie mógł się z tego wytłumaczyć gdyż sam tak naprawdę nie wiedział jak do tego doszło.

3.

Zaledwie dwa miesiące po pamiętnej kawie stał już przed ołtarzem z, jak mu się wtedy zdawało, miłością swojego życia. Sytuacja ta bardzo bardzo bolała jego matkę, która do ostatniej minuty starała się wyjaśnić jak złym jest to pomysłem. Jednak za każdym razem słowo Teresy było mocniejsze. Odkąd ją poznał każde jej słowo rozbrzmiewało w jego umyśle ostro niczym lampa błyskowa w środku nocy. Nie mógł jej się sprzeciwiać, zresztą nigdy nie chciał tego robić, a sama myśl, że mógłby próbować zdawała mu się równie niedorzeczna jak to, że podobno za wielką wodą istnieją inne cywilizacje. Przecież dobrze wiedział, że tego typu zachowania czy teorie nie mają żadnego oparcia w prawdziwym świecie.
Jego związek z Teresą każdego kolejnego dnia coraz mniej podobał się jego matce, którą jego ukochana wyrzuciła z ich wspólnego domu w tym samym dniu w którym ta próbowała się do niego wprowadzić. Matka jako jedyna zauważała, że to co dzieje się między Marcinem a Teresą coraz bardziej przypomina relację treser- zwierzę aniżeli mąż- żona. Jednak nikt nie dawał jej wiary, aż do momentu, gdy Marcin po tym jak niedokładnie wymył podłogi w domu został pobity tak dotkliwie, że przez dwa tygodnie nie mógł o własnych siłach wstawać z łóżka. Wtedy to na rozkaz Teresy zmienił zeznania na policji, mówiąc, że spadł ze schodów. Schodów swojego parterowego domku na przedmieściach. Jednak na jego uparte twierdzenie, że dokładnie tak było policjant spisujący zeznania rozłożył bezsilnie ręce i schował akta sprawy do biurka każąc mu wrócić do domu i uważać, by znów nie zrobił sobie krzywdy.
Dwa tygodnie po tych wydarzeniach Jego matka zauważyła jak Teresa będąc u niej w domu odchodzi na bok i zaczyna z kimś rozmawiać. W pobliżu była tylko ona i jej syn, a telefon Teresy leżał na stole przy którym dyskutowali na temat sprzedaży będącego własnością Marcina domu w którym aktualnie mieszkała jego matka. Zdecydowała się zachowanie te nagrać, a następnie zgłosić chorobę psychiczną synowej. Pierwsze zawiadomienie nie dało oczekiwanego efektu a jedynie rozwścieczyło Teresę która dość szybko dowiedziała się o całej sprawie. Na szczęście negocjacje w sprawie domu trwały nadal, a podczas tych spotkań Teresa coraz częściej zaczynała mówić do siebie samej, nieraz zapisując rzeczy niewidzialnym długopisem. Zachowania te umożliwiły ostateczne udowodnienie jej choroby oraz osadzenie w zakładzie psychiatrycznym.

4.

Marcin podjechał pod drzwi domu w którym mieszkał z Teresą by zabrać resztę swoich rzeczy i ostatecznie zamieszkać z powrotem ze swoją mamą. Już od progu miał dziwne przeczucie, że coś jest nie tak, jednak zignorował je wchodząc na strych po kartony ze swoimi starymi zabawkami. Gdy znajdował się na strychu i zbierał ostatnie pudła usłyszał nagle przeraźliwy krzyk dochodzący z głębi mieszkania. Przerażone zszedł i chciał uciekać, gdy drogę zatarasowała mu Ona.
-Dokąd tak biegniesz? Spieszy Ci się gdzieś? -zapytała
-Jak się tutaj dostałaś? Nie powinno Cię tu być! Mama mówiła, że zwariowałaś i nie możemy dłużej żyć razem!
-Myliła się, dobrze o tym wiesz. Ale teraz masz okazję się zemścić. Za to, że zniszczyła nas i nasze życie.
-Jak? Nie zwariowałaś? Nadal mnie kochasz?
-Nie zwariowałam. I nadal chcę żyć z Tobą. Jednak Ona stoi nam na przeszkodzie. Posłuchaj mnie uważnie bo nie będę się powtarzać. Leży związana w kuchni. Za drzwiami stoi siekiera. Dokładnie ta która była w Twoich wspomnieniach o których tyle opowiadałeś. Pójdziesz tam i dokończysz to czego nie zrobił Twój ojciec, jasne?
-Nie zabiję jej! Wypuść nas.
-Jasne?
-Nie!
-Chce abyśmy byli szczęśliwi zrozum. Ona nam na to nie pozwoli!
Ostatnią sceną życia Marcina była jego matka leżąca na podłodze w kałuży krwi, związana przedłużaczem i martwa. Chwilę potem gdy chciał powiedzieć żonie, że teraz mogą naprawdę być szczęśliwi poczuł zimną stal przechodzącą przez jego gardło. Ostatnim wychrypianym resztką sił słowem było ciche pytanie dlaczego. Jednak nie dane było mu poznać odpowiedzi. W tym samym czasie jego żona kończyła rozcinać własną rękę, by chwilę później wykrwawić się na śmierć.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Marzeniami namaluje dla Ciebie tecze

Leżę spokojnie z głową w chmurach,
Nad słowami pewnymi myślę.
Zamknięty w codzienności murach,
Ponad nie paradoksem- życie wyślę!

Słowa pytają o marzenia,
W oczach Twych znajdują źródło,
Wyjątkowego ukojenia.
Czego więcej w życiu mi trzeba?

wtorek, 5 sierpnia 2014

Tytulu brak

Koniec jest chyba odpowiednim słowem.  A napewno na najbliższy czas.  Wierszy pisać po prostu nie potrafie, wiec nie widzę sensu wmawiania sobie ze jest inaczej.  A szkoda bo lubiłem robić sobie nadzieje. Za normalne pisanie tez podziękuję. Skoro nie mogę robić tego co robić chciałem to nie będzie, słynnego juz, niczego.  Chyba włączę publiczność bloga,  i tak nikt tu nie zagląda. Ale to musze jeszcze z kimś ustalić. Tak więc do, pewnie, nie przeczytania. A z piosenek ma dobranoc puszczam tutaj pfk.  Cokolwiek. Pasuje do dnia.

wtorek, 17 czerwca 2014

Wiec stane!

Więc stanę na najwyższej znanej krawędzi,
Takiej z której nieskończone echo biegnie!
Wykrzyczę głośno - co w mej głowie się kręci.
Może usłyszysz to współbracie bezwiednie?

Więc głośno z krawędzi świata krzyczał będę:
Ja nie jestem zakochany,
Ja Kocham i jestem Kochany!

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Lubie gdy

Lubię gdy leżysz obok- nieobecna,
A ja znam nieobecności powody.
Lubię gdy czujesz się taka bezpieczna,
Wiem też- to takie nasze święto gody.

Lubię to, że jesteś po prostu moja,
Bez sztucznego chęci tych hamowania.
Lubię gdy mówisz o tym coś przeżyła,
Bo w łóżku naszym żadnego nie ma grania!

niedziela, 25 maja 2014

Niedzielny

Wchodzi na ambonę panisko,
Głowa pięknie w niebo wpatrzona,
Zaraz zgani Cię!- Podłe psisko.
Myśli nie zawraca mu żona.

Przemowę zaczyna dostojnie,
By każdy błąd świata przedstawić.
On może spać bardzo spokojnie,
Przecież wie jak cały świat zbawić.

Zapomniał jedynie mistrz piękny,
W czyje imię wszystko to głosi!
Brakuje mu w życiu pokory,
Lud o lepszego mówcę już prosi.


niedziela, 27 kwietnia 2014

Nietrwalosc woli

Lajk za lajkiem brak woli się rodzi,
Było nk, był facebook, twitter nadchodzi.
Krótka zasada: bez konta nie istniejesz,
a żeś mądry, życia nie zdobędziesz;
Klik, lajk, tweet, flash, znaków parę- żywot marny płynie.
Żywot więcej nie wschodzi, który się wybije.

Drogą nieunikniona wola twa uchodzi,
Której chciał niejeden, wielka myśl nadchodzi.
Wtenczas, kiedy ty myślisz, jużeś posiadł wolę.
Między reklamą, propagandą myśl twa ledwo może,
Nazwana być setną częścią woli; wielu była,
Wola zbędną, brat jak maszyna. 

Inspirowane daaawno dawno :) Odnalezione przypadkiem w biurku. Teraz jak to czytam to śmieję się z tego jak bardzo mi się to podobało. Ale jak na pierwsze rymy tragedii chyba nie ma. A czym inspirowane zostawiam do sprawdzenia.

Wczoraj też coś napisałem, ale niestety z pewnych pięknych powodów przerwane pisanie zostało :)

niedziela, 13 kwietnia 2014

Obraz

Pozwól, że namaluję pewien obraz.
Kolory będą dość niestandardowe,
Pewną niezwykłość wyjaśnię Ci zaraz.
Pamiętaj!- Kocham barwy pastelove!

Na początek ja i Ty- kreski krzywe,
Potem szybsze niż normalnie bicia serc.
Na obrazie ,,Kocham Cię"- słowa żywe,
Malowanie dźwiękiem wszystkich wspólnych miejsc.

To co już namalowałem będzie snem.
Dla rzeczy nieuchwytnych lecz prawdziwych,
Stanie się przedziwnym i ulotnym tłem.

Teraz przejdę do obrazu mego sedna,
Namaluję parę linii nierealnych,
Kocham Cię-Pragnę-Żyję-Jesteś jedyna.

sobota, 12 kwietnia 2014

Kolor nowy! (cCpjbCK)

Wymyśliłem dzisiaj kolor nowy!
Ciekawi Cię jakże to możliwe?
Przecież paleta kolorów wbita w nasze głowy,
A zmienianie jej jest niesprawiedliwe.

Tak więc spróbuję w skrócie go opisać,
Pamiętaj, leży poza granicami percepcji.
Spróbuj w głowie miłość zapisać,
Dość trudne - wiem to z autopsji.

Teraz do obrazu tego kolejno dorysuj:
Blask oczu w Tobie zakochanych,
Pocałunek, który na ustach pozostaje,
Niezwykły dźwięk słowa ,,mój"
Parę dni niezwykle zabieganych,
Oraz bicie serca które w miłości nie ustaje.

Gdy wszystkie te niezwykłości,
Na jednym płótnie umieścisz.
Zobaczysz w swej świadomości,
Kolor którym serca przedziwnie połączysz.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Typowo-nietypowo

,,No new years's day
to celebrate
no chocolate covered candy hearts to give away
no first of spring
no song to sing
in fact here's just another ordinary day
No April rain
no flowers bloom
no wedding saturday within the month of June
But what it is
Is something true
Made up of these three words that I must say to you"

Dawno tak nie pisałem więc może być trochę niespójnie. Bywa :)
Kolejny dzień mija, kolejne spotkanie. Może nie ma w tym czegoś szczególnie wyjątkowego. Bez ogromnych zmieniających nasze życie czy myślenie wydarzeń, albo chociaż kompletnie odjechanych w kosmos rozmów. I to jest piękne. To jest to co też chcę złapać. Brak okazji który i tak daje radość. Po prostu jesteśmy ja Ty i cała ta śmieszna rzeczywistość dookoła. Twoja obecność dzięki której zwykły deszcz czy raczej kapuśniaczek staje się powodem do radości której nigdy nie potrafiłem złapać tak o. 

,,No summer's high
No warm July
No harvest moon to light one tender August night
No autumn breeze
No falling leaves
Not even time for birds to fly to southern skies
No libra sun
No Halloween
No giving thanks to all the Christmas joy you bring
But what it is
Though old so new
To fill your heart like no three words could ever do."

Żadnych świąt, starannie przemyślanych spotkań czy  wyjątkowej kameralnej atmosfery. Po prostu zwykłe miejsce jak stolik w sklepie gdzie ktoś z głową do biznesu zarabia na naszej rozwodnionej kawie. Ławka na dworcu który dworcem nie jest, albo te parę ogólnodostepnych i jakże pospolitych płyt chodnikowych na których mogę po prostu trzymać Cię za rękę. Takiego życia chcę. Zwykłego ale przy Tobie bo wtedy wszystko nabiera koloru i radości.

,,I just called to say I love you
I just called to say how much I care about you
I just called to say I love you
And I mean it from the bottom of my heart.

I just called to say I love you
I just called to say how much I care about you
I just called to say I love you
And I mean it from the bottom of my heart

Of my heart
Of my heart"

Chciałbym potrafić to tak jak to czuję. Ale nie potrafię znaleźć słów. Chciałbym wytłumaczyć Ci jak ważna jesteś w moim życiu, ale mogę tylko próbować. To co mówię kosztuje mnie czasami więcej niż jestem w stanie sobie wyobrazić a i tak nawet w maleńkiej części nie oddaje tego co oddać powinno.  Może kiedyś dam rade powiedzieć co czuję w pełni. Na razie trzeba czytać pomiędzy  wierszami i zachowaniami :)
PS: Jaki kolor? :)

czwartek, 3 kwietnia 2014

Nie chce!

Myśli w mej głowie ciągle biegają,
Niepotrzebne zadają pytania,
Czas mego szczęścia wciąż zakłócają.
Poniżej pasa są ich zagrania.

Wiem, że głupotą są one wielką,
Lecz dziurę w mej duszy ciągle wiercą.
Ich brzmienie trudną mej głowy gierką,
A echa plany piękne niweczą.

Co zrobić gdy trzeba mi wytchnienia,
Od męczącego ciągłego brzmienia,
Niepewności której nie chcę wcale,
Braku wartości obecnemu stale.

środa, 2 kwietnia 2014

Szczescie

Ludzie zwykli szczęściem nazywać,
To co spełnia ogólne normy.
Myślisz inaczej - niepokorny,
Imię Twoje będą wyzywać.

Wskazywać Cię będą palcami,
Zabronią życia szczęściem Twoim!-
Właśnie zostałeś bratem moim,
Poza moralności sztucznej granicami.

poniedziałek, 31 marca 2014

Swiat

Stworzył człowieka na swoje podobieństwo,
To dla nas z rąk jego ogromny świat powstał.
On pozwolił wypowiedzieć posłuszeństwo,
Najwyższego wolą pierwiastek boski został.

Potęgi niewielka w człowieku dziś cząstka,
Pozwala czynić cud boskiego milczenia,
Niebywała dla stworzenia to drobnostka,
Ograniczyć świat, aż do jednych oczu lśnienia.

niedziela, 23 marca 2014

Wskazowki

Błękitne za nimi błyszczy tło,
Mieniąc się odcieniami cudnymi.
Jestem obok, trwa to sekundkę,
Najmniejsza cztery zalicza bazy.
Spoglądasz przez chwilę w moje oczy,
Ta większa, lecz nie najszybsza,
Połowę przebiegła już drogi.
Wypowiadasz zaledwie słowa dwa,
Droga jej zaczyna się od początku.

Niesprawiedliwością długość ich trwania,
Niemożliwością próba zatrzymania.
A jedyne czego się obawiam,
Zamknę oczy, przez palce ulecą,
Dni,
Miesiące,
Lata,
Życia...

wtorek, 11 marca 2014

Obecnosc

Siedzę przy Tobie tylko obecny,
Uścisk błagam niech będzie bezpieczny.
A sercem widzę, to co się stanie,
Po policzku spływa zaufanie.

Patrzę bezsilny w Twoją stronę.
Widzę Twe oczy widzę co mogę-
Być przy Tobie i nie powiedzieć dość.
Po policzku płynie czysta miłość.

Czuję, że i Ty jesteś bezsilna,
Choć lekcja ta nie była mogilna.
Ona buduje życia Twego gmach.
Po policzku spływa cały Twój strach.

Powietrze staje się dużo cięższe,
A czas płynie jak na złość powoli.
Moje przy Tobie bycie trudniejsze.
Po policzku płynie coś- co być i żyć pozwoli.

Mysli biegnace

Świat mój zamyka się w tym kwadracie.
O myśli moje, czy poczekacie!?
Dajcie dogonić życiu was w drodze,
Bym już do końca nie chodził w trwodze.

Też jesteś tutaj przy mnie obecna,
Choć myśl Twoja bardziej niebezpieczna,
Goni w otchłanie dla mnie nieznane.
Czy w naszym życiu będą zagrane?

Jaki będzie dźwięk tej obecności?
Jak wpłynie na kolejne podłości,
Które przyniesie nam nasze życie?
O myśli moje dokąd bieżycie!?

Gdzie tak pospiesznie ciągle biegniecie,
Serce me w przyszłość wiecznie ciągniecie.
Gdzie tu i teraz, drobne problemy,
Skoro o przyszłości wszystko wiemy!-?

Pewność ogromną już nabraliśmy,
I o jej ogrom już zadbaliśmy.
Takiego życia chcę myśli moje.
Ja, Ty, czyli po prostu my dwoje!---


piątek, 7 marca 2014

Strach

Czymże jest dla ludzi dzisiaj strach?
Czy to nowy w skrzynce rachunek?
A może w biały dzień rabunek?
Kolejny na giełdzie wielki krach?

Przed czym drżycie współcześni ludzie?
Przed minusem na koncie w banku?
Przed komornikiem o poranku?
Przed ujrzeniem siebie w tym brudzie?

Ilu z was o innych pamięta?
Jak wielu dzisiaj zapomniało,
O tym, że potrzeba tak mało,
Gdy w głowie waszej pachnie mięta.

Gdzie poprowadziła was droga,
Która za cel stawia pieniądze?
Czy naprawdę przez płytkie żądze,
Ilość strachu w życiu taka mnoga?

Czym jest ten strach dzisiaj dla mnie?
Obawą, że kiedyś Cię braknie,
W życiu które Ciebie tak łaknie,
Bojąc się, że znikniesz bezszumnie.

Strach to świadomość możliwości,
Decyzji o tym, że masz już dość,
Mojej w Twym życiu obecności.
Lecz  w i e m, że ja to coś więcej niż chwilowy gość.

czwartek, 6 marca 2014

Stary...

Kim dla mnie byłeś przez czas znajomości?
Znajomym, kumplem? Na pewno kimś ważnym.
Wiesz, że nie jestem człowiekiem poważnym,
Ale całkiem serio dość przyjemności.

Przyjaźń ta sprzedała wszystkie swe włości.
Dawnego czasu była czymś istotnym,
Wybór o końcu nie był czymś pochopnym.
Czy przez wzgląd na to wybaczysz podłości?

Mimo czasu który był bardzo dobry,
Nie potrafię dłużej ciągle udawać,
Na zło obecne uwagi nie zwracać.

Skończmy ostatecznie przed sobą już grać,
Taki wybór będzie po prostu mądry.
Oto jest mój sposób by się pożegnać.

środa, 5 marca 2014

jTYa

Żyję sobie błądzący gdzieś myślami,
Krążącymi wolno po Twej orbicie.
Słyszę obrazu Twojego rozmycie,
Szybując wolno marzeń alejami.

Podążam do celu życia drogami,
tu na tej drodze Twoje przy mnie bycie.
Przy Tobie słyszę dawnej śmierci wycie,
Która przegrała wraz z mymi wrogami.

To Ty jesteś we mnie obecna stale,
Obecność Twoja życie moje zmienia,
A na mojej duszy nie ma już cienia.

Jest rzecz o której wiem już doskonale,
Serce me nie chce innego istnienia,
Jak przy Tobie ciągłego współistnienia.

Modlitwa?

Klęczę przed Tobą, próbując się modlić,
Ciebie nie słyszę, choć o głos Twój proszę,
Panie jak długo modły moje wznoszę?
Jak bardzo muszę życie moje rozbić?

Czy pragniesz tego bym musiał upadać?
A może sprawdzasz ile jeszcze zniosę?
Lecz dobrze wiesz, że tak wiele naniosę
Pytania o to jak mam Cię usłyszeć?

Pytam też o to, jak zrozumieć co złe?
Dlaczego złem nazywasz moje szczęście?
Kiedy więc dobrem stanie się nareszcie?

W jaką o Panie grasz ze mną dziwną grę?
Stawka tak wielka, całe wieczne życie.
Czy mi odpowiesz? Jeśli tak- powiedz gdzie.

Może nie powinienem tak się ,,modlić"? Ale wtedy inaczej nie potrafiłem. Data: 01.03.14

poniedziałek, 3 marca 2014

Czym dla Ciebie jest czulosc?

Czym dla mnie jest czułość?
Trudno odpowiedzieć w tym momencie,
Czułość gdy uczucia- ciągłe napięcie,
Więc jest to po prostu Twoja obecność.

Przekreślenie: 07.03.14

Dwa slowa

Istnieją słowa nieświadome mocy,
Która od wieków przez ludzi nadana,
Dziś nieświadomie jest nadużywana,
Gdy lecą niczym kamienie z procy.

Ich rolą nie jest padać pierwszej nocy,
Gdy pewność emocją jest podawana.
Niepewność tych słów- na duszy to rana,
Ludzkości zadana przez puste głosy.

Jak ważne dla mnie dzisiaj są te słowa?
Czy ja nie uległem takiej lekkości?
Dałem jakiś opór taniej mądrości?

Nie jest to dla mnie bardzo lekka mowa,
Gdy na ustach Twoich waga ich gości,
A serce moje bije znów od nowa.

niedziela, 2 marca 2014

DaGlas

Trzymasz tę decyzję w swoich rękach,
Komu dasz szansę dostąpić zbawienia?
Kogo dopuścisz dziś do nawrócenia?
Czy pojmujesz dziś jej ogrom w mękach?

Ciągle pamiętasz o wiary zasadach?
Każdego bliźniego chcesz odkupienia?
Jak wiele warte są Twe przemówienia?
Może zapomniałeś o swoich wadach?

Wiara w moc Boga nieograniczoną,
W świetle tych czynów pustym jest słowem,
Świadcząc bez wiary stajemy się grobem.

Reputację naszą dzisiaj zniszczoną,
Spróbujmy zbudować dość szybkim chodem,
W stronę decyzji która zniweczoną.

czwartek, 27 lutego 2014

Sonet II (Patrzysz na mnie)

Patrzysz na mnie już chwilę jedną czy dwie
Oczy Twe magicznym tym świecą blaskiem
Napełniają się wspaniałym tym brzaskiem
Którego niezwykłością obdarzasz mnie

Wiem, że przy tobie nie może być mi źle
Czuję jak wypełniasz mnie cudnym ogniem
A uczucie Twe nadane jest morsem
Mrugnięć twych szyfrem, powiedz któż o nim wie?

Tak więc żyję, a Twój wzrok mnie przenika
Kocham cię każdej kolejnej minuty
Dostrzegam Twój oddech każdej sekundy

Obecność Twoja myśl każdą dotyka
Broniąc Miłości do Ciebie reduty
Tej która z sercem nigdy nie znika.

Opis uczuc potrzebny od zaraz

Spróbuję Ci opisać to co teraz czuję
Brak mi tutaj Ciebie, Twoich pięknych oczu
Szukam wciąż usilnie brzmienia Twego głosu
Twojej obecności ogromne plany snuję

Spróbuję Ci opisać to co teraz czuję
Na mej skórze nie ma Twojego dotyku
W mojej głowie leży tylko pustka gromu
Ciepła twego oddechu by żyć potrzebuję

Więc co naprawdę w głowie mej się dzieje?
Gdzie myśli me biegną, czego tam szukają?
I co odnajdują gdy tam dolatują?

Wielkie odgrywa się w głowie mej szczęście
Radości olbrzymie już po niej hulają
Ciebie w tym miejscu, szybko odnajduje.

środa, 26 lutego 2014

***(Lubię szeptać Ci słowa)

 Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu,
Pewne, że się twym ustom do cna wytłumaczą -
I nie wstydzą się swego mętu i pośpiechu.
Bezładne się w tych słowach niecierpliwią wieści -
A ja czekam, ciekawy ich poza mną trwania,
Aż je sama powiążesz i ułożysz w zdania,
I brzmieniem głosu dodasz znaczenia i treści...
Skoro je swoją wargą wyszepczesz ku wiośnie
Stają mi się tak jasne, niby rozkwit wrzosu -
I rozumiem je nagle, gdy giną radośnie
W śpiewnych falach twojego, co mnie kocha, głosu.